środa, 7 października 2015

Nie lubię swojego męża!

Nienawidzę swojego męża... Nie wiem czy to nie za ostre określenie... ale bardzo nie lubię na pewno!!! Powiedziałam mu ostatnio co czuję, dodałam jeszcze, że to musi się jak najszybciej skończyć. Ile można to znosić, ile można akceptować!!! Przecież tak nie powinno być... i to udawanie, że się zmienię, że się za siebie wezmę w końcu.... blablabla... Obiecanki cacanki!
Mam dość! Tak po prostu mówię dość! Przecież trzeba w końcu z tym zrobić póki nie jest za późno.
A za co go tak bardzo nie lubię...
A za to przynoszenie tostów i batoników po nocach do łózka, za te wszystkie pyszne dania, obok których nie mogę przejść obojętnie... Ale jak tu nie zjeść pysznej tony chińszczyzny, którą Ci mąż pod nos podstawia... Pewnie teraz myślicie, że sam ją gotuje, smaży czy inne takie.... Niee :) Ale robi za to inne dania, które wychodzą mu całkiem nieźle... których oczywiście nie możesz nie spróbować :) Tzn. ja nie mogę bo on dla mnie to robi.... no może bardziej dla siebie ale o żonie pamięta :)
I właśnie przez to ledwo się od ziemi odrywam ;)




Przyznaję, że im starsi jesteśmy, im więcej obowiązków i zajęć domowych przybywa to po prostu chce się coraz mniej. Człowiek się kiedyś starał, dbał o siebie, walczył sam ze sobą... zjeść albo nie zjeść... A teraz sobie człowiek dogadza ile może... w natłoku wszystkich problemów, lekcji, płaczów, ciężkich dni, siada przed tabliczką czekolady
i po prostu ja pożera :/ To taka nasza mała chwila zapomnienia...
Nie nauczyłam się jeszcze inaczej odreagowywać problemów i emocji... Zuzka w żobku... jej żal i łzy jak grochy w oczach, kiedy ją zostawiam... I tak jest już coraz lepiej ale jednak serce się człowiekowi kraja. Przecież wiem, że nic złego tam się nie dzieje, dzieciak się bawi, śpi, uczy... a jednak serce boli...


Wojtek w szkole radzi sobie w miarę ok... ale jego brak skupienia doprowadza mnie do szału... Pisze sto razy "a" i na koniec mówi, że to "l" !!!! A potem pisze ładnie słowa i niby wszystko wie... Helołłłłłłłł!!!
Ja wiem, że to dopiero sześciolatek i ma prawo jeszcze się mylić i że wszystko przed nim ale człowiek się denerwuje i przejmuje...

Dlatego te stresy trzeba po prostu zjeść... zamiast wypocić na siłowni... ;) A że wybieram się już na nią od początku września to może w tym roku w końcu dotrę ;)
Przecież już niedługo wakacje... :D

Kilka miesięcy temu napisałam post mniej więcej o tym, jak zrzuciłam kilka kilo (tutaj)
a dziś piszę o tym jak wróciły do mnie faldki i inne takie okropności... :/ Chyba się cofnę do tego wpisu, może złapię jakąś inspirację...




Ale i tak najważniejsze jest by być uśmiechniętym i radosnym, by śmiać zawsze
i wszędzie, by mnożyć optymizm i brać z życia co najlepsze!


Wnioski takie, że bierzemy się za siebie! Lodówka zaraz wypełni się brokułami i innymi warzywami. Koniec ze smażonymi kiełbaskami, koniec z obżarstwem!
Teraz mężu mój kochany jak będziesz chciał w nocy schrupać coś słodkiego to po prostu mnie obudź!!! :) ;) :P :D