wtorek, 9 czerwca 2015

Moje kompleksy i inne radości :)


Od kiedy pamiętam miałam kompleksy. Już w podstawówce zakrywałam tyłek długą bluzką żeby tylko przypadkiem nikt na niego nie patrzył bo był wielki... Wcale nie był! 
Teraz, z perspektywy czasu w łeb się pukam... jaka ja głupia byłam:/ Człowiek był młody, zgrabny, jędrny... nie wiedziałam co to cellulit a chowałam się przed wszystkimi :( 
Z wiekiem wszystko się zmienia, człowiek dojrzewa, mądrzeje i zaczyna wszystko widzieć inaczej...



Teraz mam prawie 32 lata, dwa porody na koncie, skórkę pomarańczową nie tylko na owocach i niekoniecznie jędrną skórę. Mimo, że staram się trochę ruszać, ćwiczyć czy biegać to niestety zapał do wszystkiego szybko mi mija i znów spoczywam na laurach... Ale mam już jeden sukces na koncie, udało mi się zrzucić kilka kilogramów a dokładniej sześć :) Mogę skakać z radości bo już mnie tyłek nie ciągnie aż tak bardzo na ziemię :) Hurrraaa!!!


Jestem dumna z tego niesamowicie, bo nie robiąc dużo czyli:
- nie jedząc jak zwykle... nie obżerając się, choć od czasu do czasu pozwoliłam sobie na pizzę czy lody;
- jedząc regularnie i do godz. 20 max. ale starałam się raczej żeby była to 19;
- trochę się ruszając;
- masując się bańką chińską;
- wcinając grejpfruty prawie po każdym posiłku i oczywiście pijąc dużo wody;
schudłam i choć nie pozbyłam się do końca wiotkiej skóry i cellulitu to i tak nie jest źle... ale super też nie jest. Wiem też, że nie powinnam narzekać. Przecież tragedii nie ma ;) Pewnie, że nie ma! Mam to o co starałam się ponad miesiąc, a raczej właśnie tego nie mam... bo chodzi oczywiście o zrzucone kilogramy :) Ale mam kilka mankamentów, które mi przeszkadzają...



Pewnie na pierwszy rzut oka tego nie widać ale jak się przyjrzycie to zauważycie mój poszarpany brzuch... nazywam go brzuchem w zebrę hahahaha :) Jest on wynikiem ciąży z Wojtkiem a dokładniej moich dodatkowych ponad 30- tu kilogramów. Kilogramy spalone a rozstępy zostały :/ Ale nie ja jedna mam je na świecie i często obserwując dziewczyny na plaży czy na basenie widzę, że się nie przejmują, noszą bikini i nie myślą
o swoich niedoskonałościach... Ja tak nie mam. Brzuszek jest zawsze zakryty,
z wyjątkiem zdjęcia powyżej :) Specjalnie się dla Was rozebrałam... hehehe...
Chciałam pokazać, że nie jest tak idealnie i nawet ja mam kompleksy :)
Dzięki bogu dbam chociaż trochę o te swoje szkity i cellulit nie jest aż taki straszny bo
w długich spodniach na plaży raczej bym nie chciała siedzieć. Poza tym nie przepadam za nimi aż tak bardzo a jeszcze bardziej nie przepada za nimi mój szanowny małżonek, więc bardzo rzadko je noszę ;)
A że staramy się być zgodnym w miarę  małżeństwem i skoro mąż czasem żony słucha to i żona męża też posłucha... czasem ;)

 
Co do zdjęcia... długo się zastanawiałam czy je wstawić i publicznie pokazać to co mi przeszkadza i czego... nie lubię! Ale przecież nie świecę gołymi cyckami... one póki co są tylko na wyłączność Zuzanny :) Wracając do "nie lubię"... nie chcę pisać "nienawidzę" bo na te rozstępy patrzę tak...
są pamiątką po ciąży, pięknym okresie w życiu kobiety, kiedy wszyscy za Ciebie robią wszystko a Ty jesz za dwóch... trzech lub czterech a przede wszystkim okresie, w którym czekasz aż na świat przyjdzie dzieciątko... już nie ważne, że tym dzieciątkiem jest krótko, potem jest już łobuziakiem i pyskaczem ;) Nadal kochasz i cieszysz się, że jest!
  Nie miałabym rozstępów gdybym nie była w ciąży... :)
I komu ja bym te wszystkie zdjęcia robiła?????? :)
Z kogo bym tyle radości i przyjemności czerpała?

 




Wygadałam się, pochwaliłam, pokazałam co miałam (a raczej nie miałam ale co tam...) pokazać i zmieniam temat.
 
 
Jak plaża to muszelki, ale te co mam na sobie przywiozłam kiedyś ze Stegny i wcale sama ich nie zbierałam:/ Same się zebrały i czekały na mnie na straganie...


Prawie rok leżały w szkatułce i czekały na sezon:) Tak się złożyło, że całkiem nieźle pasowały do spódnicy, w której w zeszłym roku nie mogłam oddychać a boczki wylewały się na lewo i prawo... Teraz musiałam ją związać z tyłu, żeby z tyłka nie spadła... :D
                     
                         
 
 
Upsss! Przecież miałam zmienić temat:)

                                               
                  Plaża na Helu jest wspaniała, szeroka, czysta a dokładając do tego małą ilość ludzi... idealna! Na Hel wybraliśmy się niestety tylko na jeden dzień ale i tak było cudownie. Wojciech dorwał się od razu do zamków z piasku, których nie kończył bo... wykańczała je Zuza ;) 
Z zamku ruina, dla Zuzy frajda a dla Wojtka nauka cierpliwości :) Nie ma tego złego...





Wszyscy zadowoleni i szczęśliwi po całym dniu zabawy i relaksu... czas do domu...
Ale jak to? Bez kąpieli?
Bardzo rzadko kąpię się w naszym Bałtyku, jest zimny i jest zimny i raz jeszcze... jest... ZIMNY!!!
Nie lubię!  
Ale co tam, mięczakiem staram się nie być i podejmować wyzwania... podjęłam też i to!
O matkoooo jak tam w wodzie było zimno!!! Nieeeeeeee!!! Tam było lodowato!!!!! Wyżej pisałam, że człowiek z wiekiem mądrzeje.... teraz temu zaprzeczam... z wiekiem człowiek głupieje!!! Hahahaha :D


Na zakończenie jeszcze trochę pocztówek z pozdrowieniami dla Was oczywiście :)




p.s. jeszcze jedno... chciałam ten post zadedykować tym co myślą, że nic się nie da zrobić z ich wagą czy niedoskonałymi nogami lub czymkolwiek innym...  Oczywiście, że się da! Wystarczy choć trochę chcieć! Mam nadzieję, że chociaż część z Was złapie motywację
i zacznie działać! Sama trochę podłapałam werwę i wieczorem będę biegać :) Sama sobą się zainspirowałam hahaha
Wy też się inspirujcie, tego Wam życzę :)
Z niedoskonałościami trzeba walczyć a te niektóre, jak moje rozstępy, chować i nimi nie straszyć ;)
 Tylko nie pytajcie co robić z piersiami po okresie karmienia, bo sama jeszcze do tego nie doszłam;)
W razie co telefon do dr. Szczyta znajdziecie w necie... sama może go kiedyś poszukam... :P ;)

Buziaki. Do zobaczenia :)