czwartek, 5 marca 2015

MO!

- Zuza powiedz "MO-RZE"
- TATA
- nie kochana, MOOOO- RZEEE
- MAMA?
- nie, nie mama, MO-RZE!!!
- SIDŻE
- nie... MORZE!
- MO!!!
- braaawooooooo !!!!!
- to jeszcze raz... MORZE...
- MO

Kolejne słówko nauczone, na tej samej zasadzie Zuzanna nauczyła się jeszcze słowa
" OGIEŃ czyli "O".
Szczerze pisząc trudno ją nauczyć nowych słów ponieważ Zuzka ma w głowie cały czas jedno słowo, mówi je na okrągło, w dzień i w nocy, nawet przez sen! To słowo to SIDŻE ( Cj- pies)
Ale powolutku nad tym pracujemy i pewnie niedługo będzie gadać jak najęta... póki co nie mogę powiedzieć, że cieszymy się ciszą i brakiem stu pytań do... bo ciągle są krzyki, śpiewy, wykszykiwanie różnych nieznanych nam haseł. Ale ja już się boję kiedy Zuzka naprawdę zacznie gadać... Ona będzie jak kataryna...  Wojtek był w miarę spokojny jeśli o gadanie chodzi, z resztą ogólnie był spokojny, a skoro Zuzanna jest zupełnie inna niż on więc śmiem przypuszczać, że będzie bliska zamęczenia nas swoim gadulstwem...
Będzie jazda!!!!!



Jeśli o "mo" chodzi, to na koniec ferii postanowiliśmy nałapać troszkę jodu i wybrać się do Ustronia Morskiego, gdzie moje wujostwo prowadzi piękny hotel polożony zaledwie kilka metrów od plaży.
W Borgacie byliśmy po raz pierwszy i pewnie nie ostatni. Jest tu naprawdę pięknie. Jest smacznie, przytulnie, nastrojowo... jest cudnie! Serdecznie polecam Wam to miejsce.







Uwielbiam przyjeżdżać nad morze zimą... ale o tym już chyba kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać za dużo... po prostu nie lubię kiedy jest ludż na ludziu...
Dzieciaki mogą swobodnie biegać a my nie boimy się, że się zgubią w tłumie;
pies biega w te i wewte, łapiąc w pysk wszystko po drodze i na szczęście nie są to nogi spacerowiczów:)







 









Po zachodzie słońca czyli następnego dnia, bo w nocy już się nie dało, ruszyliśmy do Kołobrzegu. Nasza wycieczka nie trwała zbyt długo gdyż padał deszcz ale kilka fotek udało mi się zrobić. Oczywiście nie mogliśmy ominąć bez zauważenia straganów, które mimo zimy czekały na turystów. Zuzanna jak mała sroka wpadła w kolorowe zabawki biorąc do ręki wszystko... w przeciwieństwie do Wojtka, który akurat miał focha...
może i dobrze bo do dziś byśmy nie wrócili do domu ;P







Piszę ten post od poniedziałku i skończyć nie mogę bo ciągle coś, ktoś, po coś... Okazuje się, że nie ma tego złego bo właśnie znalazłam zeszyt z kilkoma słowami Wojtka
z czasów kiedy był nieco starszy od Zuzanny... Uśmiałam się do łez, wróciły też wspomnienia, kiedy Wojtek był taki jak Zuza...
Lew dla Wojtka to był "EL", na kupę mówił "jipa", kotek i ptaszki to były "koko",
do widzenia- "nienia" i ostatnie "brum brum koko jipa" czyli... "ptaszek zrobił kupę na samochód"
hahahahaha
Oczywiście jest tego o wiele więcej ale na dziś wystarczy.
Kochani kończę post bo już zbyt długo to pisanie trwa i już Zuza się do cyca dobija...
Miłego dnia, NIENIA :)