środa, 18 marca 2015

miało być o poranku...

 
 

Cześć... Stęskniłam się za Wami i mam nadzieję, że Wy za mną też ;) Bo.... tęskniliście, prawda?
Właśnie jest wieczór, właściwie noc, z jednej strony grzeje mnie Wojtek, z drugiej Zuzia.... albo nie, nie, nie... Noc się zgadza; z jednej strony Wojtek a z drugiej Zuza, tak, zgadza się; że śpią, też... ale chciałam chyba napisać inaczej... z jednej strony chrapie Wojtek, z drugiej chrapie Zuzia... Ha! Od razu lepiej. Szczerze i konkretnie! Dają czadu ostro... Tatuś przy nich to pikuś!!! No i już oczywiście straciłam wątek bo tym koncertem wybiły mnie dzieciaki z rytmu... Nie pierwszy raz i nie ostatni :/ Często mnie wybijają... tracę rytm i głowę... chcę zrobić jedno a robię drugię... albo i nawet trzecie... Ile razy wchodzę do sklepu po... np. mięso albo makaron a wychodzę z podwójnym Lionem, dwoma Grześkami i Kubusiami- o wafelki i soki chodzi oczywiście!!!
Cholera, chciałam dziś napisać... a właściwie nie dziś chciałam tylko jutro, bo post miał być o poranku a dziś póki co jest wieczór, późny wieczór... i co ja chciałam napisać...? AAAA no takkkk.... chodzi o to, że chciałam pokazać Wam nasz poranek z Zuzakiem, jak leżymy w łóżku i nie możemy się z niego wygramolić, jak Zuza zjada swoje pierwsze śniadanie ( pierwsze od 6,7 godziny bo tych wcześniejszych śniadań nie liczę, bo by mi liczb nie starczyło... nie chodzi mi tu oczywiście o jajecznicę ani parówy z ketchupem, które zaraz po cycu ona uwielbia najbardziej)
Chciałam pisać tylko o mnie i Zuzannie bo tylko my jesteśmy na zdjęciach...
 

Tylko my bo Wojtek już w przedszkolu więc ciężko z nim było ogarnąć sesję...
Mogłabym w zasadzie zrobić ją w weekend kiedy ma wolne... muszę o tym pomyśleć bo dzisiejsze zdjęcia to totalny spontan. Ale ten weekend odpada... szykujemy Zozolowi pokój, od rana mamy malowanie :) Choć znając zdolności mojej córki to będziemy malować co tydzień... Znacie reklamę Rutinoscorbinu... jak mała Zuzia rysuje wszystkim i po wszystkim... u mnie jest to samo!!! Obłęd!!!
Nie wiem czy dzięki temu, że moja mała paskuda będzie w końcu miała swoje miejsce, będę się mogła w końcu wyspać... pewnie nie... Ale zobaczę co da się zrobić! Mam już troszkę dość... albo będę szczera...mam szalenie dość nieprzespanych nocy i za każdym przebudzeniem mojej córki na cycka obiecuje sobie, że to już koniec, że wysmaruję się cytryną... hmm ona lubi cytrynę... odpada! Musztardą, chrzanem, czymkolwiek... żeby się ode mnie odczepiła! Oczywiście rano mi już mija i na każde zawołanie... prawie każde jestem gotowa do karmienia. Widać jestem typową kobietą: niezdecydowana, tak źle i tak niedobrze... hahahahaha
Kończąc poprzedni wątek o tym rysowaniu i malowaniu gdziekolwiek
i czymkolwiek chciałam jeszcze coś napisać... oczywiście nie pamiętam już co :/


Więc wyjaśnię tylko ( tak wiem, nie zaczyna się zdania od "więc") że dziś akurat dzieciaki śpią ze mną. Pewnie się zastanawiacie, że skoro chrapią z obu stron, to z której strony śpi tzn. chrapie mąż... Generalnie po lewej... po tej stronie jest pokój do którego się wydelegował, przy mojej pomocy oczywiście, ponieważ jest chory i nie chcemy wszyscy do niego dołączyć... choć łączymy się z nim w cierpieniu... Jest przeziębiony...
Latam z talerzami, śniadaniami, obiadkami, soczkami i herbatkami z góry na dół co by mężowi w tych ciężkich chwilach dogodzić... czego się nie robi... ZDROWIEJ człowieku!!!!
Ponieważ nie chcę być jutro chora ze zmęczenia a raczej bardziej chora ze zmęczenie, bo w sumie zawsze jestem na to chora ;) powoli będę kończyć mój post. Jeszcze zapewne przeczytam go dwadzieścia osiem razy, poszukam błędów, niekoniecznie je zauważę bo już mam oczy na wpół zamknięte albo otwarte... jak kto woli, zastanowię się jeszcze czy jest sens wstawiać to co napisałam i pójdę spać.... i założę się o stówę, że jak tylko zamknę oczy to zaraz je otworzę bo Zuza śpi dziś bardzo niespokojnie... tak jest jak ma się gile...
z resztą już raz się obudziła... przed chwilą...
Kończę...


Dobrej nocy Wam życzę, kolorowych i dobranoc :*