środa, 23 września 2015

Piknik z fundacją!

Hej Wam. Kochani dziś chciałam Wam pokazać parę zdjęć z pikniku, który był organizowany przez naszą włocławską FUNDACJĘ CAIETANUS.
Impreza została przygotowana dla sponsorów w ramach podziękowań za ich dobre serce :) 


Fundacja przygotowała ognicho, atrakcje dla dzieciaków, gry i zabawy.
My bawiliśmy się świetnie!
Dziękujemy pięknie za zaproszenie i super zabawę na świeżym powietrzu!




Kilka słów o fundacji...
 
Fundacja powstała w zeszłym roku i na celu ma, oprócz dawania radości i uśmiechu dzieciakom, podnoszenie aktywności zawodowej oraz integracje osób, które są zagrożone wykluczeniem społecznym. Czyli? Chodzi tu o dzieciaki z różnymi zaburzeniami i dysfunkcjami, o dzieci niepełnosprawne, które mogą się czuć, a niektóre niestety czują się odrzucone od społeczeństwa.  Fundacja wspiera rozwój tych dzieciaków, zdobywanie doświadczeń i wiedzy, co za tym idzie... daje im szansę na lepsze życie. Pokazuje, że świat jest piękny i że mogą w nim funkcjonować równie dobrze jak sprawne dzieci.
Fundacja Caietanus szuka sponsorów, którzy są w stanie ofiarować tym dzieciakom nie tylko wspomniane wcześniej, radość i uśmiech ale również możliwość poznawania świata. Dzięki sponsorom te dzieciaki zwiedzają Polskę, zdobywają wiedzę i nowe umiejętności.
Jeśli o fundatorów chodzi to chyba się domyślacie, że to szlachetni ludzie o złotym sercu, którym po prostu chce się pomagać! Nie biorą za to pieniędzy a w zamian mają tylko wdzięczność i szczęście swoich podopiecznych... ale czy to właśnie nie jest największą zapłatą?
Bardzo bym Wam prosiła abyście zajrzeli na stronę fundacji TUTAJ i poczytali więcej
o jej działalności. Przede wszystkim zapraszam Was do współpracy, jeśli tylko macie możliwość i chęci, pomagajcie!!!





Koniecznie zajrzyjcie też na Rodzinka.wloclawek.pl oraz na fundacja caietanus- fanpage po  więcej zdjęć z tego wydarzenia.
Zapraszam Was serdecznie!
 
Do zobaczenia :)



środa, 16 września 2015

My

Hejka. Już na początku chciałam Wam napisać co mnie zainspirowało do napisania tekstu o nas. Nie tylko wspólny wypad do Warszawy napędził mnie na ten post ale jeszcze jedno... znalezione na fejsie, przeanalizowane, przemyślane... takie oto mądre zdania...


Po dłuższym przetrawieniu tych mądrości doszłam do wniosku, że to raczej o nas... może być... chyba... z tym, że nie na pewno... hahahaha ;)

***MY***

Niby tacy dorośli.... mamy już dzieci, dom, pracę i kredyt... Wszystko już jest takie poważne, dorosłe... Sami sobie już gotujemy, sami sprzątamy, prowadzimy gospodarstwo domowe... z naciskiem na gospodarstwo... moje dzieci po szkole wpadają do domu z ubłoconymi buciorami krzycząc, że chcą obiad, bajkę albo deser... z resztą one krzyczą wszystko :/ zupełnie jak bydło!!! Dobra, nie będę taka okropna.... moje kochane bydełko...


Wracając do pierwszych zdań wpisu... że my niby tacy na dość wysokim poziomie dorosłości jesteśmy, skoro już rodzinę tworzymy, dzieci wychowujemy... nie do końca ;)
Wybraliśmy się ostatnio na wycieczkę do Warszawy. Sami!!! Dzieci z babcią
a starzy szaleją.
Wycieczka nie byłaby taka fajna i wesoła gdyby nie wycieczki. Ale nie o same zwiedzanie tu chodzi...
 
 
Jazda autobusem, pociągiem, metrem.. to dopiero były atrakcje. My dorośli a cieszymy się jak dzieci, płaczemy ze śmiechu, losujemy kto pójdzie skasować bilety... ludzie patrzą jak na wariatów a my mamy wszystko gdzieś...  

 
To zupełnie tak jak kiedyś... autobusem śmigaliśmy do szkoły, gdzie się z moim mężem poznaliśmy. Pociągiem raczej razem nie jeździliśmy ale za to metrem zjeździliśmy cały Nowy Jork i Boston. Miałam tu pisać o naszych wspomnieniach, co robiliśmy, gdzie tym metrem jeździliśmy ale właśnie wymyśliłam, że opiszę to w innym poście.
 

Naprawdę fajnie nam było siedzieć na placu zamkowym przy obiedzie, piwie i winie
i wspominać co i jak i gdzie i kiedy i po co i dlaczego.... Nasze wspólne wyjazdy, wspólne zabawy, praca... Nasze wspólne zwiedzanie, imprezy i poznawanie nowych ludzi. Potrafimy usiąść jak przyjaciele i pogadać, pośmiać się i powygłupiać. Zawsze staraliśmy się być nie tylko parą ale właśnie przyjaciółmi... nie o to właśnie chodzi w związku? Żeby nie tylko razem płacić rachunki i wychowywać dzieci? Trzeba też się umieć razem śmiać i płakać, tulić się i bawić...


Jeśli o wcześniej wspomniane płakanie chodzi to nie tylko ze śmiechu trzeba umieć razem płakać... trzeba umieć razem rozmawiać o wszystkim i o niczym, przeżywać
i trawić wszystkie swoje doły i depresje... Wiadomo, że czasem jest ciężko, złość a nawet wściekłość biorą górę!
Nie zawsze jest przecież kolorowo...


Przeżyliśmy ze sobą bardzo dużo. Wyjazdy i rozłąki, dwa porody, choroby, nieprzespane noce, krzyki i wrzaski... pewnie jeszcze dużo przed nami i czasem aż strach się bać co będzie! Ale wiemy, że wszystko przetrwamy. Bo chcemy być razem dla dzieci,
bo chcemy być razem dla siebie.
Choć czasem mam wkurw niesamowity i mam ochotę udusić mojego męża a najlepiej to wystrzelić go w kosmos, żeby przypadkiem już nie wrócił, to w głębi serca wiem, że zatęskniłabym za nim już po kilku... dniach...? tygodniach?... miesiącach???? hmmm ;)
Z resztą już to przerabialiśmy i okazało się, że jednak razem najlepiej :)
Jest też takie powiedzenie... razem źle, osobno jeszcze gorzej....
Wiecie, że chyba coś w tym jest... ;)

 
Wszystko to kwestia rozmowy i wyjaśnienia! 
Chyba każdemu z nas zależy na jak najlepszych stosunkach w związku...
(nie tylko dosłownie hahahaha) i na tym, żeby się dogadywać, na tym żeby było po prostu fajnie!
No i tu pojawia się kwestia kompromisu... na który nie zawsze... przyznaję chcę pójść... Czasem każde z nas chce postawić na swoim bo przecież każde z nas wie lepiej :)
W takich momentach trzeba sięgnąć po rozum do głowy...
Czasem sięgam ja, czasem sięga on... :)
Jest gitara :)  



 
 
 

środa, 26 sierpnia 2015

O złej matce i córce pijawce...


Przez chwilę naprawdę byłam złą matką. To przeze mnie Zuzka płakała, to przeze mnie było jej przykro... to ja jej odebrałam to co kocha najbardziej... jej cycy nagle zniknęło! Tzn. nie dosłownie, przecież ich nie obcięłam i nie schowałam do szuflady... hahaha choć tak pewnie byłoby skutecznie...
Hmm... a może to nie głupie, potem zrobię sobie nowe ;) :P 


 Wracając do tematu. Zabrałam cyca ale w sumie nie do końca... w każdej chwili mogła się do niego przytulić. To było jej szczęście, ukojenie, to było jej wszystko a zła matka to odebrała...
Ojjj... było ciężko, płakała, żaliła się, smuciła... Ale rozumiała, że cycy jest bleee...
 
- Zuza, chcesz cyca?
  Kiwając negatywnie głową odpowiadała:
-Bleeeee!!!
 
No pewnie, że bleee... cycek wysmarowany musztardą chyba nie smakuje najlepiej...
Choć się zdażyło, że w chwili desperacji i rozżalenia mojej córce musztarda nie przeszkadzała... Przez chwilę nawet pomyślałam, że musztarda jej zasmakowała!
Ja jej nie cierpię ale moja córka jest inna. Jakiś czas temu zajadała się małżami, których my z mężem nie chcieliśmy nawet wąchać!
Ochyyddaaaa...!!!!!!!!


 
Kiedyś przyszła taka noc, nadszedł taki dzień kiedy bez cyca nie dało rady przetrwać. Wysoka temperatura, brak apetytu, rozdrażnienie i płacz... Nie będę przecież dziecka katować i odsuwać od siebie na siłę... Całe wcześniejsze staranie odstawienia Zuzki od cycka poszły na marne...
Nie mogłam się od niej odwrócić plecami i nie dać tego czego potrzebowała...


Ja wiem, że rolą matki jest karmić ile się da i poświęcić wszystko dla dzieci. Ale ja nie chcę zapomnieć o sobie... Chcę odstawić od cyca bo Zuzka zaraz idzie do żłobka, ja chcę wrócić do pracy ( no i skoczyć czasem na siłownię, do kosmetyczki i fryzjera... :D:P)
Ale to nie są najważniejsze powody...
Gdybym miała przespane ( chociaż w miarę) noce i spokój ( chociaż w miarę) w aucie podczas podróży to bym się jeszcze zastanawiała nad odstawieniem jej ode mnie...
na pozbyciu się tej małej pijawki...
 
Mówią, że każde dziecko jest inne. I choć już pewnie kiedyś już to wspominałam, Wojciech odstawił się sam w 10 miesiącu swojego życia. On przesypiał całe noce,
w samochodzie zamiast drzeć się w niebogłosy, po prostu spał albo siedział cicho i się śmiał! Takiego osobnika to można karmić non stop... Z ogromnym nacieskiem na "stop" bo mogłabym go karmić przecież aż do dziś ale to byłoby totalne przegięcie!!! 
 
Do próby odstawienia od cycka oczywiście powróciłam. Zła matka znów na topie! 
Nie jest idealnie, ale powoli do przodu. Robię to stopniowo. Troszkę od niej uciekam, troszkę się chowam a po mieście wożę się sama. Córka w tym czasie zajmuję się wszystkim innym tylko nie cyckiem :)


torba, sweterek- Butik Margot
jeansy- diy
t-shirt- Philipp Plain
kozaki- Hermes Włocławek



Nie jest to łatwa dla mnie sytuacja, jestem lekko rozbita psychicznie, świadomość,
że odbierasz dziecku to co uwielbia, trochę mnie rujnuje... stąd na zdjęciu te ruiny
i przewaga biało czarnych kolorów...


Nadal nie wiem czy postępuję dobrze...
 
 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Nikt nie ulepi Wojtkowi takiego pająka jak mama...



Cześć! Ostatnio obchodziliśmy drugie urodziny Zuzanny.



Przy tej okazji chciałam napisać trochę o relacjach, uczuciach i nastrojach  w rodzinie.
O tym jak ważne jest, żeby się sobą cieszyć nawzajem i czuć świetnie w swoim towarzystwie.


Z rodziną podobno najlepiej wychodzi się na zdjęciu...
Tym razem nie robiliśmy zdjęć grupowych ale my wychodzimy najlepiej nie tylko na zdjęciach :) No dobra, żeby nie było... najlepiej może nie ale na pewno całkiem nieźle :)
Są pewnie niesmaczki, są małe zatargi, czasem jest różnie... wiadomo, nikt idealny nie jest! Ale właśnie to jest fajne, że każdy stara się uszanować resztę i zaakceptować każdego z osobna takim jakim jest! Przecież nie ma nic cenniejszego jak rodzina,
jak rodzice czy rodzeństwo...
 



Jakiś czas temu na swoim facebook'u  wstawiłam zdjęcie moich dzieci śpiących razem (tu możecie je zobaczyć) trzymających się za rękę... Nie ma piękniejszego widoku jak takie dwa, kochające się słodziaki. Oczywiście zupełnie inaczej się już zachowują po przebudzeniu następnego dnia :/ hahaha



Nie rozpisując się już za bardzo, mam nadzieję, że moje dzieci będą się szanowały nawzajem, będą w sobie szukały wsparcia i zrozumienia, że będą po prostu przyjaciółmi!
Że nie tylko siebie będą traktować jak należy ale również nas. Ale na to, my rodzice, musimy sobie sami zapracować i nauczyć dzieci szacunku, miłości i przyjaźni.


Wracając do rodzeństwa, nie zawaham się tu napisać, że chciałabym aby moje dzieci miały takie relacje jak ja ze swoja siostrą i bratem i drugim bratem :) Tak! Tyle nas jest :D Choć kontakt mamy dość rzadko bo każdy ma swoje rodziny i obowiązki, Ci młodsi- brat, swoje imprezy i inne  balangi! Mimo to wiem, że zawsze każde z nas może na reszcie polegać. Tak samo jak moje dzieci na mnie czy na tacie!
Nikt nie ulepi Wojtkowi takiego pająka jak mama...




... i nikt nie nadmucha balona Zuzance jak jej tata...
 
 
... albo mama...


...albo dziadek z wnuczką Martą...


Dzisiejszy post miał być pisany na wesoło, miał być o dmuchaniu hahahaha ale do głowy przyszło mi coś zupełnie innego. Mam nadzieję, że Wam się podoba.

Nie będę już wymyślała za dużo, co chciałam napisałam, więc zostawiam Was z resztą zdjęć z dnia urodzin. Dzięki za odwiedziny i do następnego wpisu. Pewnie już to nie raz pisałam ale postaram się pisać częściej. Jak tylko uda mi się złapać parę wolnych chwil to siadam do kompa i tworzę dla Was nowe wpisy. Częściej jestem na swoim funpagu gdzie Was serdecznie zapraszam!

Miłego oglądania :)




trampki- Stylowe buty


















 

środa, 29 lipca 2015

Podróże, wycieczki i inne biwaki!

Witam Was.
Dzisiejszy post zainspirowany był naszym ostatnim wyjazdem w Góry Sowie. 
Napisałam o podróżach, dzieciach, emocjach i atrakcjach...
Z reguły zawsze piszę da wszystkich, dla tych co dzieci maja i dla tych co jeszcze cieszą się wolnością ;)  Ale dzisiejszy post wyjątkowo dedykuję wszystkim rodzicom, którzy jeżdżą z dziećmi mniej lub więcej, którzy szukają dla dzieci różnorodności w spędzaniu wolnego czasu, którym zależy aby ich dzieciaki poznały nowe tereny i nowe atrakcje. Rodzicom, którzy mimo wielu trudności starają się pokazać dzieciom nasz świat!
Zapraszam Was serdecznie na post, miłego czytania i oglądania :) 
 

Dla nas nasze dzieci są najważniejsze i mam nadzieje, że dla Was wszystkich Wasze też są naj!  Wszystko co robisz, robisz dla dzieci. Poczynająć od obiadu a kończąc na wyjazdach i wyborach atrakcji. To już nie te czasy kiedy patrzysz na swoje potrzeby, że jedziesz tam, gdzie przede wszystkim Tobie będzie dobrze. Teraz najważniejsze są dzieci!
 

 
O każdym naszym wyjeździe czy daleko czy blisko decyduje ilośc i jakośc atrakcji dla naszych pociech. Sam już wyjazd jest oczywiście dla dzieci. Czy na noc czy na dwie, zawsze robimy to po to, żeby dzieci miały frajdę, żeby zobaczyły i poznały nowe miejsca. Ważne dla mnie, dla nas, naszej rodziny jest by dzieci wiedziały co to wakacje nad jeziorem, czym różni się to od wakacji nad morzem i jak wyglądają góry! Niech wiedzą jaka frajda jest pod namiotem, ile tam łazi robali i pająków; niech wiedzą jak super i wygodnie jest w hotelu gdzie nie robisz nic i to nie Ty podajesz posiłki ale tym razem to podają Tobie!
Aaaa... i nie ma tam obleśnych pająków ;)
I niech się wali i pali, niech nam w końcu te płytki z balkonu odpadną ale nigdy, przenigdy z wyjazdów nie zrezygnujemy! Przecież to wszystko dla tych naszych dzieci... Niech się uczą, niech wiedzą co sie dzieje, niech poznają nowe miejsca.
Niech po prostu będą szczęśliwe!
 

 
Chcę zaszczepić moim dzieciakom aktywne spędzanie czasu, chcę by pakowanie
i spontaniczny wyjazd na jedną noc nad morze nie sprawiały im problemu. Chcę by nie zrażały się kilkugodzinną jazdą samochodem. I wiecie? Udało się! Wojciech jak słyszy
o wyjeździe to już przebiera nogami z niecierliwości, już się doczekać nie może kiedy
i jakie będą atrakcje. Choć dla niego sam wyjazd i obiad w McDonalds jest już ogromną atrakcją ;) Zuzka jeszcze nie ogarnia tematu za bardzo choć piszczy z radości jak brat! Ale niech się już przyzwyczaja. Choć póki co większość drogi krzyczy i płacze to my też się nie zrażamy do podróży i brniemy dalej w te nasze wycieczki...
 
 
 
Wracając do wspomnianych wcześniej atrakcji...
Wybraliśmy się rodzinnie do Czarnej Góry.
Dosłownie rodzinnie, bo oprócz naszej czwórki pojechali jeszcze nasi rodzice.
Jedni i drudzy. Nie zabrakło oczywiście najważniejszego członka naszej rodziny- psa!
 
 
 
Uwielbiamy Czarną Górę za widoki, za pyszne jedzenie, za klimat, przyjaznych ludzi 
i oczywiście atrakcje! Atrakcjami były już sam spacer, wspinaczka po górach...
 
 
i wjazd wyciągiem kilka metrów nad ziemią. 
 
 
 
 Atrakcją jest szukanie w górskich lasach niedźwiedzia i wyobrażanie sobie co jest za tymi górami!
 
 
Niedźwiedzia niestety brak a historii o tym co jest tam daleko, za siedmioma górami było mnóstwo...
Zamek z księżniczką i smokiem, inna planeta, potwory i jaskinie, morze...
Wyobraźnia nas poniosła...
 
 
Atrakcjami nie są tu konkretne gry i zabawy, samo spędzanie czasu na świeżym powietrzu i poznawanie górskich terenów jest już świetną zabawą!
No i oczywiście robienie zdjęć jest super atrakcją i zabawą, szczególnie dla mnie ;) :P
 
 
 
Ale największą atrakcją była dla nas Czarna Żmija. Jest to najdłuższa w Polsce zjeżdżalnia grawitacyjna i nie tylko Wojtek dobrze się na niej bawił...
 
 
Wojtek się troszkę bał i cały czas przypominał o hamowaniu...
mój mąż natomiast nie pamiętał o tym wcale.... ;)
 
A po tych wszystkich emocjach, krzykach, spacerach i szaleństwach na szczycie Czarnej Góry nadszedł czas na chwilę relaksu dla mamy... tata zajął się kuflem zimnego piwa, dzieci zabawkami i grami w kąciku zabaw a mama pyszną kawą...
 
 
Tak jeszcze mi do głowy przyszło jedno na koniec... ja wiem, że do szczęścia dzieci nie są potrzebne wyjazdy, weekendy i inne podróże. W domu też mogą być szczęśliwe! Wszystko przecież zależy od nas rodziców! Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie pozwolić na wyjazd. Ale naprawdę nie widzę problemu żeby trochę zaoszczędzić, pożyczyć namiot, wsiąść w auto i jechać na biwak na kilka nocy! Nie piszę tu o wielkich wojażach, choć takie mi się marzą. Chodzi mi o małe, krótkie wycieczki, które dadzą dzieciakom i rodzicom pewnie też, radość i możliwość poznania czegoś nowego. Ja często obserwuję innych, ich podróże po świecie. Oglądam ich zdjęcia z zazdrością.  Pozytywną zazdrością, która daje mi kopa i motywację. Ale wiem, że inni też patrzą tak samo na mnie. Małe, krótkie podróże ale jakże przyjemne, radosne i ciekawe...
Mam nadzieję, że i tym razem się mną zainspirujecie, tak jak ja inspiruję się innymi i ich podróżami...
 
Kochani, chciałabym Was jeszcze zaprosić na post z kwietnia z zeszłego roku, gdzie znajdziecie więcej zdjęć z Czarnej Góry.
 
 
Dzięki za odwiedziny, za wszystkie miłe słowa, które do mnie od Was trafiają :)
3majcie się :)
Słońca i uśmiechu Wam życzę :)
Pa!